Gdy Etna dymi
Wczoraj byliśmy pod Etną i — uprzedzając fakty — nie udało mi się wyjść na jej najwyższy wierzchołek. Etna jest aktywna, dymi, huczy, a nawet wyrzuca popiół i bomby wulkaniczne. Wulkan pozostaje w stanie erupcji od Bożego Narodzenia 2018 roku. Wejście jest teraz ponoć całkowicie niemożliwe i oficjalnie zabronione, choć to drugie nie jest dla mnie aż tak istotne. Opiszę wam jednak, dokąd można dojść i jak to wygląda w praktyce.
Na swoje usprawiedliwienie zamieszczam aktualne zdjęcie Etny oraz krótki filmik. Jak widać, nie było szans na wejście na wierzchołek.
Media error: Format(s) not supported or source(s) not found
Pobierz plik: https://jacektorbicz.pl/wp-content/uploads/2020/11/Etna-do-blogu.mp4?_=1Etna wabiła nas swym pięknem już z miasteczka Castelmola. Zobaczcie — góra wygląda, jakby była zawieszona w powietrzu, trudno się jej oprzeć. Dym z wulkanu, unoszący się prosto w górę, świadczy o stabilnej i pięknej pogodzie, co dodatkowo zachęca do wycieczki.
Obecnie przebywam w San Vito lo Capo i warunki do pisania mam raczej słabe — rozprasza mnie urok tego miejsca. Ciepłe słońce nie sprzyja siedzeniu przy komputerze. Po bułki wyszedłem dziś w klapkach i krótkich spodenkach, choć to już listopad. Poranne niebo jest intensywnie niebieskie.
Najwyższy wulkan Europy
Wróćmy jednak do Etny. To najwyższy wulkan Europy, jeden z najbardziej aktywnych na świecie — samo to jest wystarczającym powodem, by spróbować wyjść na sam szczyt. Góra nie jest trudna technicznie, a jak wyczytałem, wierzchołek zdobywano już w starożytności. Niestety nie dotarłem do źródeł potwierdzających te informacje, ale wydaje się to prawdopodobne. Etna nie wymaga wspinaczki, właściwie nie ma gdzie spaść, a wejście jest stosunkowo łatwe nawet zimą, gdy masyw pokrywa śnieg. Zagrożeniem jest natomiast działalność wulkaniczna — wybuchy, popioły i gazy. Zbocza Etny nie są strome, co widać na poniższym zdjęciu:
Co innego Olimp, nasza niedawna zdobycz — skalisty i niedostępny, rzeczywiście mógł odstraszać śmiałków. Wiele źródeł podaje, że Olimp został zdobyty dopiero w XX wieku, choć wydaje się to mało wiarygodne. O Olimpie pisałem niedawno, a opis wejścia łatwo znajdziecie na moim blogu w tym miejscu.
Obie góry łączy postać Hefajstosa, którego Zeus zrzucił z Olimpu. Hefajstos od tamtej pory jest kulawy, a na Etnie zorganizował sobie kuźnię. Z pewnością w starożytnym Rzymie nie brakowało niedowiarków, którzy wchodzili na Etnę, nie wierząc w tak oczywiste „prawdy”.
Erupcje na Etnie
Etna wybuchała w czasach historycznych ponad dwieście razy. Największa erupcja miała miejsce w 1669 roku, gdy lawa dopłynęła aż do morza, niszcząc wszystko na swojej drodze. Sycylijczycy próbowali wtedy zawrócić jej bieg, kopiąc rowy. Obecna erupcja zaczęła się w Wigilię Bożego Narodzenia 2018 roku i wciąż trwa. Z krateru zwykle unosi się biały dym (głównie para wodna zmieszana z gazami), ale zdarza się też dym czarny. Patrząc na to zjawisko, porównywaliśmy krater do dachu Kaplicy Sykstyńskiej: na jednym zdjęciu wyglądało, że „wybrano nowego papieża”, a po kilku minutach okazało się jednak, że nie.
Gondolą pod Etnę
Aby dotrzeć jak najbliżej Etny, najlepiej dojechać do dolnej stacji kolejki gondolowej (Funivia dell’Etna). Znajduje się ona na wysokości 1900 m n.p.m. Poniżej widok kolejki z okna schroniska Sapienza:
Jeśli nie macie samochodu, możecie tu dotrzeć autobusem z Katanii. Obok kolejki funkcjonuje schronisko (Rifugio Sapienza), które jest właściwie nieźle wyposażonym hotelem górskim. Dobrym pomysłem jest przenocować tam i wyruszyć w góry następnego dnia — tak właśnie zrobiliśmy.
Etna to idealna góra dla leniwych. Na wysokość 2500 m n.p.m. można podjechać gondolką (zimą służy narciarzom, o ile spadnie wystarczająco dużo śniegu). Pokonywanie tej samej trasy pieszo, obok kolejki, ma w sobie coś z masochizmu. Od górnej stacji gondoli poszliśmy już na piechotę, choć i tu jest opcja dla leniuszków: do góry kursują terenowe autobusiki, kończące jazdę w znakomitym punkcie widokowym na ok. 2900 m n.p.m. Tam właśnie dociera droga dla samochodów terenowych:
Niespieszne przejście do górnej stacji autobusików zajęło nam niespełna godzinę. Stamtąd poszliśmy na szczyt krateru Barbagallo (2940 m n.p.m.). Wędrówka wiodła częściowo wyjeżdżoną drogą, a częściowo dobrze widocznymi ścieżkami. Oto widok z Barbagallo. Widać na nim mały schron i drogę dla pojazdów terenowych:
Dalej, w stronę głównego krateru Etny, iść już nie można — pojawiają się tabliczki z ostrzeżeniami. Kara za wejście do strefy zakazanej to 500 euro.
Etna – uwagi praktyczne
Kilka praktycznych rad:
- Zabierzcie ciepłe ubranie, ale jeśli nie ma śniegu, wystarczą zwykłe buty sportowe. Nie ma potrzeby taszczyć ciężkich butów górskich.
- Lokalni przewodnicy górscy chętnie oferują swoje usługi, lecz w dobrej pogodzie i przy wyraźnie wyjeżdżonej drodze (dostępnej także w GPS-ie w telefonie) trudno się tu zgubić.
- Ciekawą opcją może być wjazd rowerem górskim. Nachylenie nie jest zbyt duże, a zjazd zapowiada się fantastycznie. Niestety nie sprawdziłem wcześniej, czy na dole można wypożyczyć odpowiedni sprzęt.
Góry zawsze są piękne, choć czynne wulkany nie należą do moich ulubionych. Pokryte ponurym popiołem i żwirem wulkanicznym często przypominają przemysłowe hałdy. Znam miłośników takich krajobrazów, ale ja zdecydowanie do nich nie należę.
Na koniec mogę jeszcze dodać, że Etna to niezły „truciciel”. W ciągu roku może wyemitować do atmosfery ponoć 26 milionów ton CO₂, czyli około jednej dziesiątej emisji całej gospodarki Włoch. Co ciekawe, Włosi nie płacą z tego tytułu żadnych opłat za emisję dwutlenku węgla.