Podczas pandemii nie mam wielu planów podróżniczych. Jak żyć? Można jednak sięgnąć pamięcią do ostatnich podróży i przywołać miłe chwile – co właśnie robię.
Wiele krajów zamknęło granice, ale są jeszcze wyjątki: państwa otwarte, niewymagające kwarantanny i zaświadczeń o testach. Jednym z nich jest Tanzania i tam wciąż jeżdżą grupy turystów z naszego biura.
Tanzania, nie tylko Serengeti
Dzisiaj policzyłem, ile razy byłem w tym pięknym miejscu. Wyszło mi aż jedenaście. Tak wiele razy nie byłem w żadnym innym dalekim kraju, a ciągle mi mało.
Tanzania – prawie milion kilometrów kwadratowych wspaniałej sawanny, z mnogością dzikich zwierząt, wielkimi jeziorami, ciekawymi plemionami, najwyższą górą Afryki i turystycznym już Zanzibarem. Ale moje podróże wykraczały poza wspaniały Park Narodowy Serengeti, Krater i Kilimandżaro.
Płynąłem promem przez Jezioro Wiktorii, przeglądałem się w lustrze Jeziora Tanganika, podróżowałem pamiętającym czasy kolonialne pociągiem i próbowałem nadążyć za myśliwymi plemienia Hadzabe, gdy ci polowali. Polowali, by przeżyć, a nie dla niezrozumiałej dla mnie przyjemności zabijania zwierząt.
Zabiorę was w podróż po tym pięknym kraju. Moja pierwsza wyprawa do Tanzanii prowadziła z kenijskiej stolicy, Nairobi. Właśnie tam najlepiej przylecieć, gdyż bilety do Nairobi są zwykle najtańsze. Poza tym do Parku Narodowego Serengeti i Ngorongoro jest wtedy bliżej niż z Zanzibaru lub Dar es Salaam. Jeśli ktoś nie ma ochoty jechać z Kenii, można przylecieć wprost na międzynarodowe lotnisko Kilimanjaro Airport i jesteśmy od razu na miejscu. Tak wygląda Kilimandżaro przed lądowaniem na tym lotnisku – zdjęcie zrobiłem z pokładu Qatar Airways. A przy okazji, jeśli chcecie wyjść na tę górę, tutaj opowiedziałem jak to zrobić, zajrzyjcie.
Park Narodowy Serengeti
Zacznijmy zatem od Serengeti i Ngorongoro. Śmiało mogę powiedzieć, że w żadnym innym miejscu na świecie nie zobaczycie na raz tylu dzikich ssaków, tak niesamowitej scenerii i przestrzeni. Znaczne położenie nad poziomem morza sprawia, że panuje tu przyjemna, umiarkowana temperatura. Taki klimat wiecznej wiosny, który w południe przechodzi w nasze lato. I ten ogrom – powierzchnia Parku Narodowego Serengeti i sąsiednich obszarów chronionych to więcej niż cała Słowenia. Cały kraj dla dzikich zwierząt, niewyobrażalne!
Jeżeli pojedziecie w ten rejon Tanzanii, zadbajcie o to, by spędzić na samym safari przynajmniej cztery–pięć dni. Trzeba dać sobie czas, by spokojnie oddać się obserwacji przyrody i zobaczyć najważniejsze gatunki zwierząt, a także ciekawe sytuacje.
Musicie zobaczyć wielkie stada antylop gnu i towarzyszące im zebry, ale trzeba dobrze wybrać rejon dostosowany do pory roku. Stado, które widzicie na zdjęciu (widać na nim jedno z naszych aut „przedzierające” się przez zwierzęta), liczyło – według opinii naszego kierowcy – ponad sto tysięcy osobników. Jechaliśmy przez nie ponad godzinę!
Zwierzęcy seks
Safari to wypatrywanie ciekawych sytuacji. Czasem jest to polowanie; wtedy kibicujemy ofierze, by zdołała uciec, choć drapieżnik również musi coś zjeść, by przeżyć. Gdy ucieczka się nie udaje, widok często przestaje być przyjemny. Nigdy nie zapomnę szakali, które czekały na narodziny małego gnu, przykrej śmierci nowo narodzonego zwierzęcia i beznadziejnych prób matki, by je ocalić.
Innym razem możemy zobaczyć, że tak to nazwę, „zwierzęcy seks”. Dla nas to określenie ma zwykle pozytywne skojarzenia — używamy go, mówiąc o dzikim, ale udanym i czasem długim zbliżeniu. W Afryce widywałem kopulacje słoni, lwów i innych zwierząt. Były to jednak zawsze akty krótkie, nawet bardzo krótkie. Paradoksalnie takiego seksu między ludźmi nie nazwalibyśmy „zwierzęcym”. Zobaczcie, jakie zdjęcie zrobiłem bezwstydnym zebrom!
Seks słoni jest także krótki. Można przeczytać, że kopulacja trwa do dwóch minut. Z moich obserwacji wynika, że czas stosunku słoni nie przekracza minuty. Podobnie jak w przypadku innych ssaków w okresie godowym zbliżenia są krótkie, ale za to bardzo częste. Zaobserwowano ich kilkanaście w ciągu doby. Nie mogę tego potwierdzić z obserwacji naocznych, gdyż nigdy całego dnia nie obserwowałem słonicy w okresie rui.
Czy lwy wchodzą na drzewa?
Dużo emocji wyzwala poszukiwanie dzikich kotów. W Serengeti za każdym razem znajdowaliśmy lwy, choć o samca trudniej, niż o samice.
Radzę wam cierpliwie obserwować zwierzęta, nie śpieszyć się i czytać sawannę niczym książkę. Gdy zobaczycie lwa i jego samicę wylegujących się obok siebie, jest niemal pewne, że wkrótce będziecie mogli podglądnąć parę w intymnej sytuacji. Lwom jest to zupełnie obojętne, czy na nie patrzymy, a my mamy z tego podglądania wiele frajdy.
Pamiętam sytuację, gdy kiedyś czekaliśmy przy takiej odpoczywającej podczas godów parze już prawie pół godziny. Inni chcieli jechać, brakowało im cierpliwości, ale wraz z Teresą, znakomitym kompanem podróży (niestety brakuje mi żeńskiego odpowiednika), postanowiliśmy czekać. Wiedziałem, że lwy robią „to” bardzo często – można pozazdrościć. I rzeczywiście, nagle lew wstał, mruknął, dopadł samicę i dosłownie po kilku sekundach było już po wszystkim. Lwy robią to często, ale krótko; samice nie okazują z tego powodu niezadowolenia. Ja nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia, ale Teresie udało się znakomicie.
Pewnego razu w Serengeti sfotografowaliśmy lwy na drzewie. Zaprzeczyło to informacjom z pewnego brytyjskiego filmu dokumentalnego, w którym twierdzono, że w Serengeti lwy na drzewa nie wchodzą. Trzeba też skorygować przewodniki, które powtarzają tę tezę. Zobaczcie sami:
Trudniej spotkać gepardy, ale też w końcu zawsze je znajdowaliśmy.
Natomiast lamparta miałem okazję spotkać o wiele mniej razy (poniżej), a małego serwala tylko jeden, jedyny raz i nie zdążyłem nawet zrobić zdjęcia.
Zobaczycie mnóstwo słoni, żyraf, antylop i zebr. Być może uda wam się również spotkać (niestety wymierającego) czarnego nosorożca. Park Serengeti zawsze przywodził mi na myśl biblijny, przedpotopowy świat.
Słoń w WC
Na naszych wyprawach działo się naprawdę wiele, a każda sytuacja była niepodobna do poprzedniej. Kiedyś, gdy wróciliśmy do obozowiska, przy namiotach stał potężny, samotny samiec słonia. Z takim, jak wiadomo, lepiej nie zadzierać, więc cierpliwie czekaliśmy, aż pójdzie swoją drogą.
Gdy przyjechaliśmy następnego dnia, słoń pojawił się ponownie, tym razem przy męskiej łazience. Wkrótce przeszedł do damskiej, a nasza koleżanka wychodziła z budynku zupełnie nieświadoma sytuacji. Gdybyście widzieli jej reakcję i słyszeli jej krzyk na widok olbrzyma przed drzwiami!
W końcu przyzwyczailiśmy się do obecności słonia, choć zawsze trzymaliśmy się od niego z daleka. Otrzymał nawet swoje imię – Bucuś. Oto zdjęcie Bucusia przed toaletą męską i damską:
Gdy napiszę, że słonie kilkukrotnie goniły nasz samochód, a raz nosorożec, to i tak nie uwierzycie i będziecie uważać mnie za konfabulatora. Mam jednak świadków – przyjaciół biura, z którymi dzieliłem radości i trudy wielu podróży. Potwierdziliby każde moje słowo.
Jednak w przypadku Parku Narodowego Serengeti i tak nie da się wyrazić słowami wszystkiego, co tam widziałem, czułem i przeżyłem. Jeszcze kiedyś tam wrócę.
Jacku, potrafisz zaciekawić, czekam na więcej… pozdrawiam
Jacek ciężko teraz wysiedziec tak długo w domu .Tobie to już chyba szczególnie
Drogi Jacku, Jesteś Fantastycznym Przewodnikiem. Czas w Keni i Tanzanii był najlepszym moim wyjazdem. Trochę się tam działo ( łamanie nóg, szpital itd…) ale było cudownie.
Ucieczkę przed słoniem pamiętam ……. ha ha ha i jego oddech na moich plecach ….
Szkoda , że czas tak goni……. mam nadzieję , że znowu wyjedziemy razem gdyż Twoje zaangażowanie, dyscyplina zespołu i ATMOSFeRA warte są powtórzenia.Pozdrawiam wszystkich
No i pojawiła się bohaterka mojej opowieści przydybana przez słonia w damskiej toalecie! Marta, dzięki za miłe słowa. Na pewno jeszcze wyjedziemy.
Też marzy mi się Tanzania! Liczyłam, że może właśnie w 2021…
Jacku Drogi, super ,że się odezwałeś w tych trudnych pandemicznych czasach. Oglądając zdjęcia i czytając Twoje teksty od razu czuję się lepiej. No cóż , może cudowne wspomnienia pomogą nam przetrwać ten trudny czas. Nasza wspólna wyprawa do ” Arki Noego” i innych piękności była przeżyciem niezwykłym, zwłaszcza pod Twoim światłym przewodnictwem, więc nic tam złamane nogi i inne niedogodności, właściwie ich nie było, była CUDOWNA PRZYGODA w wyśmienitym towarzystwie, trzeba żyć nadzieją na następne fantastyczne wyprawy, pozdrowienia dla wszystkich podróżników !!!!, Ewa
Jacku , wszystkie wyjazdy z Tobą i Twoją firmą były wspaniałe . Jednak najbardziej niezapomnianym było oglądanie ANTARKTYDY . Była to fascynująca wyprawa 20 dniowa poprzez Falklandy , Georgię Płd. , wyspy antarktyczne i … naszą polską bazę naukową im. Arctowskiego . Pozdrawiam
JJ
Te lwy na drzewie to w Parku Narodowym Lake Manyara, niedaleko od Serengeti, podobno ewenement i tylko tam. Też mi brakuje Afryki, byłam tam dwa razy Kenia, później Tanzania, zawsze te wyprawy kończyły się na Zanzibarze.
Nie, w Parku Narodowym Manyara byłem zupełnie przy innej okazji. Rzeczywiście przewodniki opisują, że tamtejsze lwy wchodzą na drzewa, ale ja ich nie widziałem. Gdy robiłem to zdjęcie byliśmy w Serengeti, bardzo daleko od Manyara, i tam te lwy sfotografowaliśmy. I właśnie to było najdziwniejsze, udowodniliśmy, że przewodniki się mylą. Było ze mną kilkanaście osób, które to widziało.
Ja byłam w Parku Manyara i tam je widziałam, mam zdjęcia. O tym, że są właśnie w tym parku mówił nam nasz przewodnik na safari. Możliwe, że ten lwi zwyczaj rozprzestrzenił się dalej.
Pewnie tak właśnie się stało. Podobno lwy lubią wejść na drzewo, gdy jest duża rosa i mokra jest trawa. Rzeczywiście widzieliśmy to o poranku i trawa byłą wilgotna.
Wyjazdów brak, chwil wolnych aż za dużo, a ja jeszcze nie podliczyłam wspólnych wypraw ze Scandalem ?
Interesujące ale w 2021!Mimo że byłem już na Zanzibarze!