Epidemia nie mija, większość krajów jest zamknięta lub wymaga kwarantanny. Nie umiem jednoznacznie stwierdzić, czy ma to wszystko sens, czy nie lepiej byłoby, gdybyśmy już wszyscy złapali tego wirusa i przestali się nim przejmować… Ile osób umrze z powodu nieprzeprowadzonych operacji, szerzącej się biedy i innych chorób? Kto to policzy i jak to zbada? Trudno mieć jednoznaczne zdanie, co lepsze…

W każdym razie chwilowo nie mam planów podróżniczych. Jak żyć? Ale można sięgnąć pamięcią do ostatnich podróży i przywołać miłe chwile, co właśnie robię.

Są jeszcze wyjątki, kraje otwarte, niewymagające kwarantanny i zaświadczeń o testach. Jednym z nich jest Tanzania i tam właśnie w listopadzie ma wyjechać grupa turystów z naszego biura.

Zebry od strony zadniej 🙂 Fot. Jacek Torbicz.

Dzisiaj policzyłem ile razy byłem w tym pięknym miejscu. Wyszło mi aż jedenaście. Tak wiele razy nie byłem w żadnym innym dalekim kraju. I ciągle mi mało.

Tanzania – prawie milion kilometrów kwadratowych wspaniałej sawanny z mnogością dzikich zwierząt, wielkich jezior, ciekawych plemion, najwyższej góry Afryki i turystycznego już Zanzibaru. Ale moje podróże wyszły poza wspaniały Park Narodowy Serengeti, Krater Ngorongoro i Kilimandżaro. Płynąłem promem przez Jezioro Wiktorii, przeglądałem się w lustrze Jeziora Tanganika, podróżowałem pamiętającym czasy kolonialne pociągiem i próbowałem nadążyć za myśliwymi plemienia Hadzabe, gdy ci polowali. Polowali, by przeżyć, a nie dla niezrozumiałej dla mnie przyjemności zabijania zwierząt.

Żyrafa masajska. Fot. Jacek Torbicz.

Zabiorę was w podróż po tym pięknym kraju. Moja pierwsza wyprawa do Tanzanii prowadziła z kenijskiej stolicy, Nairobi. Właśnie tam najlepiej przylecieć, gdyż bilety do Nairobi są zwykle najtańsze. Poza tym do Parku Narodowego Serengeti i Ngorongoro jest wtedy  bliżej niż z Zanzibaru lub Dar es Salaam. Jeśli ktoś nie ma ochoty jechać z Kenii, można przylecieć wprost na międzynarodowe lotnisko Kilimanjaro Airport i jesteśmy od razu na miejscu. Tak wygląda Kilimandżaro przed lądowaniem na tym lotnisku, zdjęcie zrobiłem z pokładu Qatar Airways. A przy okazji, jeśli chcecie wyjść na tę górę, to tutaj  opowiedziałem jak to zrobić, zajrzyjcie.

Kilimandżaro. Fot. Jacek Torbicz.

Park Narodowy Serengeti

Zacznijmy zatem od Serengeti i Ngorongoro. Śmiało mogę powiedzieć, że w żadnym innym miejscu na świecie nie zobaczycie na raz tylu dzikich ssaków, tak niesamowitej scenerii, przestrzeni. Znaczne położenie nad poziom morza sprawia, że panuje tu przyjemna, umiarkowana temperatura. Taki klimat wiecznej wiosny, który w południe przechodzi w nasze lato. I ten ogrom – powierzchnia Parku Narodowego Serengeti i sąsiednich obszarów chronionych to więcej niż cała Słowenia. Cały kraj dla dzikich zwierząt, niewyobrażalne!

Słonie w Ngorongoro. Fot. Jacek Torbicz.

Jeżeli pojedziecie w ten rejon Tanzanii, zadbajcie, by spędzić na samym safari przynajmniej 4 – 5 dni. Trzeba dać sobie czas, by spokojnie oddać się obserwacji przyrody i zobaczyć najważniejsze gatunki zwierząt, a także ciekawe sytuacje.

Musicie zobaczyć wielkie stada antylop gnu i towarzyszące im zebry, ale tu trzeba dobrze wybrać rejon dostosowany do pory roku. Stado, które widzicie na zdjęciu (widać jedno z naszych aut „przedzierające” się przez zwierzęta) liczyło wg opinii naszego kierowcy ponad sto tysięcy osobników. Jechaliśmy przez stado ponad godzinę!

Antylopy gnu i zebry w Parku Narodowym Serengeti. Fot. Jacek Torbicz.

Safari to czyhanie na ciekawe sytuacje. Czasem jest to polowanie, w tym przypadku kibicujemy ofierze, by uciekła. A gdy to się jej nie udaje, widok często przyjemny już nie jest. Innym razem jest to zwierzęcy seks, że tak to określę. Zobaczcie jakie zdjęcie zrobiłem bezwstydnym zebrom:

Akt miłosny zebr. Fot. Jacek Torbicz.

Dużo emocji wyzwala poszukiwanie dzikich kotów. W Serengeti za każdym razem znajdowaliśmy lwy, choć o samca trudniej, niż o samice.

Lwy w Serengeti. Fot. Jacek Torbicz.

Radzę wam cierpliwie obserwować zwierzęta, nie śpieszyć się, czytać sawannę, niczym książkę. Gdy zobaczycie lwa i jego samicę wylegujących się koło siebie, jest niemal pewne, że wkrótce będziecie mogli podglądnąć parę w intymnej sytuacji. Lwom jest to zupełnie obojętne, czy na nie patrzymy, a my mamy wiele frajdy z tego podglądania.

Pamiętam sytuację, gdy kiedyś czekaliśmy przy takiej odpoczywającej podczas godów parze już prawie pół godziny. Inni już chcieli jechać, brakowało im cierpliwości, ale wraz z Teresą, znakomitym kompanem (brak mi rodzaju żeńskiego) podróży, postanowiliśmy czekać. A wiedziałem, że lwy robią „to” bardzo często — można pozazdrościć. I rzeczywiście, nagle lew wstał, mruknął, dopadł samicę i dosłownie po kilku sekundach było już po wszystkim. Lwy robią to często, ale krótko. Samice nie okazują niezadowolenia z tego powodu. Ja nawet nie zdążyłem zrobić zdjęcia, ale Teresie udało się znakomicie i gdy mi przyśle, pokażę je wam.

Pewnego razu w Serengeti sfotografowaliśmy lwy na drzewie. Zaprzeczyło to informacjom przedstawianym w pewnym brytyjskim filmie dokumentalnym, że w Serengeti lwy na drzewa nie wchodzą. Trzeba też skorygować przewodniki, które powtarzają tę tezę, zobaczcie sami:

Lwy na drzewie w Serengeti. Fot. Jacek Torbicz.

Trudniej spotkać gepardy, ale też w końcu zawsze je zobaczyliśmy.

Samica geparda z młodym. Fot. Jacek Torbicz.

Natomiast lamparta miałem okazję spotkać o wiele mniej razy (poniżej), a małego serwala tylko jeden, jedyny raz i nie zdążyłem nawet zrobić zdjęcia.

Lamparty w Serengeti. Fot. Jacek Torbicz.

Słoni, żyraf, antylop, zebr, zobaczycie mnóstwo. Być może przydarzy wam się, niestety wymierający, czarny nosorożec. Park Serengeti przywodził mi zawsze na myśl biblijny, przedpotopowy świat.

Na naszych wyprawach dużo się działo, a sytuacje były do siebie niepodobne. Kiedyś, gdy wróciliśmy do obozowiska, przy namiotach stał potężny, samotny samiec  słonia. Z takim jak wiadomo lepiej nie zadzierać i czekaliśmy cierpliwie, aż pójdzie swoją drogą. Gdy przyjechaliśmy następnego dnia, słoń pojawił się znowu, tym razem przy męskiej łazience. Wkrótce przeszedł do damskiej, a nasza  koleżanka wychodziła z budynku nieświadoma sytuacji. Gdybyście widzieli jej reakcję i słyszeli jej odgłos na widok olbrzyma przed drzwiami. Do słonia w końcu przyzwyczailiśmy się, choć trzymaliśmy się od niego z daleka. Otrzymał nawet swoje imię – Bucuś. Oto zdjęcie Bucusia przed toaletą męską i damską:

Fot. Jacek Torbicz.
Fot. Jacek Torbicz.

Jak napiszę, że słonie kilkukrotnie goniły nasz samochód, a raz nosorożec, to i tak nie uwierzycie i będziecie uważać mnie za konfabulatora. A ja mam świadków, przyjaciół biura, z którymi dzieliłem radości i trudy wielu podróży. Potwierdziliby każde moje słowo. Jednak w przypadku Parku Narodowego Serengeti i tak nie da się wyrazić słowami, co tam widziałem, czułem i przeżyłem. Jeszcze wam trochę kiedyś opowiem.

Fot. Jacek Torbicz.

 

close

Zapisz się do newslettera

Zostaw swój adres e-mail, aby otrzymywać powiadomienia o najnowszych postach na blogu.

Polityka prywatności

Zapisz się do newslettera

Zostaw swój adres e-mail, aby otrzymywać powiadomienia o najnowszych postach na blogu.

Polityka prywatności

13 KOMENTARZE

  1. Drogi Jacku, Jesteś Fantastycznym Przewodnikiem. Czas w Keni i Tanzanii był najlepszym moim wyjazdem. Trochę się tam działo ( łamanie nóg, szpital itd…) ale było cudownie.
    Ucieczkę przed słoniem pamiętam ……. ha ha ha i jego oddech na moich plecach ….
    Szkoda , że czas tak goni……. mam nadzieję , że znowu wyjedziemy razem gdyż Twoje zaangażowanie, dyscyplina zespołu i ATMOSFeRA warte są powtórzenia.Pozdrawiam wszystkich

  2. Jacku Drogi, super ,że się odezwałeś w tych trudnych pandemicznych czasach. Oglądając zdjęcia i czytając Twoje teksty od razu czuję się lepiej. No cóż , może cudowne wspomnienia pomogą nam przetrwać ten trudny czas. Nasza wspólna wyprawa do ” Arki Noego” i innych piękności była przeżyciem niezwykłym, zwłaszcza pod Twoim światłym przewodnictwem, więc nic tam złamane nogi i inne niedogodności, właściwie ich nie było, była CUDOWNA PRZYGODA w wyśmienitym towarzystwie, trzeba żyć nadzieją na następne fantastyczne wyprawy, pozdrowienia dla wszystkich podróżników !!!!, Ewa

  3. Jacku , wszystkie wyjazdy z Tobą i Twoją firmą były wspaniałe . Jednak najbardziej niezapomnianym było oglądanie ANTARKTYDY . Była to fascynująca wyprawa 20 dniowa poprzez Falklandy , Georgię Płd. , wyspy antarktyczne i … naszą polską bazę naukową im. Arctowskiego . Pozdrawiam
    JJ

  4. Te lwy na drzewie to w Parku Narodowym Lake Manyara, niedaleko od Serengeti, podobno ewenement i tylko tam. Też mi brakuje Afryki, byłam tam dwa razy Kenia, później Tanzania, zawsze te wyprawy kończyły się na Zanzibarze.

    • Nie, w Parku Narodowym Manyara byłem zupełnie przy innej okazji. Rzeczywiście przewodniki opisują, że tamtejsze lwy wchodzą na drzewa, ale ja ich nie widziałem. Gdy robiłem to zdjęcie byliśmy w Serengeti, bardzo daleko od Manyara, i tam te lwy sfotografowaliśmy. I właśnie to było najdziwniejsze, udowodniliśmy, że przewodniki się mylą. Było ze mną kilkanaście osób, które to widziało.

  5. Ja byłam w Parku Manyara i tam je widziałam, mam zdjęcia. O tym, że są właśnie w tym parku mówił nam nasz przewodnik na safari. Możliwe, że ten lwi zwyczaj rozprzestrzenił się dalej.

    • Pewnie tak właśnie się stało. Podobno lwy lubią wejść na drzewo, gdy jest duża rosa i mokra jest trawa. Rzeczywiście widzieliśmy to o poranku i trawa byłą wilgotna.

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz
Proszę wpisać swoje imię