Jak wejść na Olimp?
POCZĄTEK DROGI
Po zdobyciu Olimpu zakwasy towarzyszą nam przez kilka dni i przypominają o naszym sukcesie. Będąc już na wyspie Lefkada, pragnę podzielić się z wami opisem wejścia. Może okaże się on dla kogoś pomocny. Myślę, że wybraliśmy dobry wariant zdobycia Góry Bogów.
Trasę zdobycia szczytu wybraliśmy według prostego kryterium – chcieliśmy jak najwyżej podjechać samochodem. Można to zrobić od wschodniej strony. Z urokliwego miasteczka Litochoro prowadzi droga na darmowy parking Prionia (ok. 1100 m n.p.m.). Dojechaliśmy tam po południu. Restauracja przy parkingu była jeszcze otwarta, więc przed wyruszeniem w trasę postanowiliśmy zjeść pyszną lokalną zupę z kozy – jedno z naszych ulubionych dań.
Następnie ruszyliśmy pieszo szlakiem oznaczonym jako E4, który zaprowadził nas do schroniska Spilios Agapitos (ok. 2100 m n.p.m.). Ścieżka jest bardzo malownicza – prowadzi przez ładny las, wspina się na zbocza doliny i często odsłania widoki na morze oraz masyw Olimpu. Pokonanie tego odcinka zajęło mi trzy godziny, przy dość szybkim (jak na mnie) tempie. Aż do schroniska nie ma po drodze żadnej wody – spotkaliśmy jedynie wyschnięte koryto potoku (mimo że niedawno padało).
Tak wygląda dolny odcinek ścieżki:
DOJŚCIE DO SCHRONISKA
Gdy dochodziliśmy do schroniska, słońce już zachodziło. W budynku było mnóstwo ludzi; widać, że nawet podczas epidemii miejsce jest bardzo popularne. My wcześniej zarezerwowaliśmy nocleg i radzę wam zrobić to samo. Nocuje się na piętrowych łóżkach w wieloosobowych pokojach, w których jest dość zimno. Natomiast w dwóch jadalniach palą się kominki, więc jest ciepło i przyjemnie. W schronisku można kupić napoje oraz posiłki w przystępnych cenach.
Diabeł podkusił mnie do zamówienia litrowego dzbanka wina do kolacji – oczywiście w górach nie jest to najlepszy pomysł na wieczór przed wyprawą. Koledzy wykazali się większym rozsądkiem i nie pomagali mi zbytnio w opróżnieniu dzbana.
A oto widok ze schroniska Spilios Agapitos:
WEJŚCIE NA SZCZYT
W schronisku wypożyczyłem kask, jest to bardzo rekomendowane w górnych partiach szczytu. Na górę ruszyliśmy po godzinie dziewiątej w dość wolnym tempie. Wiał zimny, przenikliwy wiatr, chmury co jakiś czas odsłaniały się ukazując zadziwiające krajobrazy. Postanowiliśmy wybrać najbezpieczniejszy wariant zdobycia góry (głównie jeśli chodzi o spadające kamienie), czyli wejście od strony szczytu Skala. Ścieżka zakosami wyprowadza z sosnowego lasu, cały czas należy poruszać się szlakiem E4, który jest oznaczony słupkami. Dalej trasa prowadzi długim, męczącym i monotonnym podejściem na szczyt Skala (2866 m n.p.m.).
Na tym szczycie należy założyć kask – tutaj zaczynają się przysłowiowe schody. Dalszej części trasy nie polecam osobom z lękiem przestrzeni ani bez jakiegokolwiek doświadczenia górskiego. Czeka nas łatwa, ale jednak wspinaczka (oceniłbym ją na 2 w skali tatrzańskiej). Część osób na tym odcinku używa asekuracji, a na całej trasie zamontowane są stałe haki.
Początek tego odcinka jest łatwy do zauważenia. Jeśli spojrzymy na wierzchołek Skali, to na prawo od niego – dosłownie z samego szczytu – schodzi w dół stromy, lecz nietrudny kominek. Na skałach widać czerwone strzałki, które wyznaczają początek drogi. Aż do końca musimy trzymać się czerwono-żółtych znaków. Jak nas ostrzeżono, nie wolno od nich odchodzić, bo można wpaść w tarapaty. Tak wygląda sam początek drogi z trudnościami – strzałkę widać nad łokciem kolegi:
Szczyt był pokryty chmurami, które od czasu do czasu się odsłaniały. Znaki rozmieszczone są tak często, że nawet podczas największej mgły można bez trudu odnaleźć kolejny.
Najpierw idziemy w dół, poniżej grani; od czasu do czasu szlak poprowadzony jest przez samą grań. Wtedy otwierają się fantastyczne widoki na kilkusetmetrowe ściany zachodniej strony masywu. Skała jest przyczepna i stabilna – nie ma zbyt wielu ruchomych bloków, dlatego droga sprawia dużą przyjemność. Nasz niepokój wzbudził śnieg, który zaczął delikatnie sypać: gdyby skały pokryły się białym puchem, ryzyko śmierci byłoby tu realne. Na szczęście był to tylko chwilowy opad.
Fot. Jacek TorbiczPrzed samym szczytem Olimpu czeka nas kolejne strome zejście w dół. Rozpięta jest tam stalowa lina, której warto się trzymać podczas schodzenia. To jedyne sztuczne ułatwienie na całej trasie. Na zdjęciu widać to miejsce z liną i czerwono-żółtym szlakiem.
Trudności kończą się w okolicach wierzchołka i w końcu stajemy na najwyższym szczycie masywu – Mitikasie (2918 m n.p.m.). Sceneria jest fantastyczna, a mnie ogarnia lekka euforia, jaka zwykle towarzyszy zdobywaniu każdego szczytu, a co dopiero szczytu Zeusa i dwunastu innych bogów. Droga ze schroniska na górę zajęła nam 4,5 godziny. Warto dodać, że pierwsze odnotowane wejście na szczyt miało miejsce dopiero w 1913 roku. Jest to dość zaskakujące, biorąc pod uwagę sławę Olimpu i stosunkowo niewielkie trudności.
Ze szczytu zeszliśmy bez żadnych problemów i jeszcze tego samego dnia dotarliśmy do parkingu Prionia, który osiągnęliśmy już w zupełnej ciemności. Stwierdzenie, że byliśmy wykończeni, ale szczęśliwi, z pewnością nie mijałoby się z prawdą.
OLIMP – INFORMACJE PRAKTYCZNE
A oto kilka informacji praktycznych:
W warunkach zimowych lub zagrożenia opadami śniegu lepiej odpuścić sobie zdobywanie szczytu lub wynająć lokalnego przewodnika w Litochoro.
Mapy
Mieliśmy dokładną papierową mapę masywu Olimpu. Jednak wystarczy dobra mapa offline w telefonie (pamiętajcie dobrze go naładować). Ja używałem aplikacji maps.me i muszę stwierdzić, że ścieżki są zaznaczone dość dokładnie. Mapa z GPS może się przydać podczas częstej tu mgły, gdyż słupki orientacyjne są stawiane dosyć rzadko. Jedna z ekip, która wyprzedziła nas w drodze na górę zupełnie się pogubiła i spotkaliśmy ich ponownie, gdy my już schodziliśmy ze szczytu.
Sprzęt
Warto mieć kask (można pożyczyć w schronisku) i wszystko to co niezbędne w górach. Pamiętajcie, nawet w lecie musimy mieć ubranie jak na zimę – dobre rękawice, czapkę, termos itd.
Ceny w schronisku w EUR(wrzesień 2020):
Nocleg – 13 (z własnym śpiworem)
Herbata, kawa – 1,50
Śniadanie kontynentalne – 5
Spaghetti – 8,50
Wypożyczenie kasku – 5
Litrowa karafka wina – 10
Mamy nadzieję, że nasze doświadczenia będą dla was pomocne i dołączycie do grona Zdobywców Olimpu.
Dzięki za super wskazówki. Spróbujemy tam polecieć jeszcze w październiku, testy kosztują ale za to bilet na Ryana prawie za darmo.
Hej Tytani a popiliście ambrozji?