Już w pierwszych zdaniach pragnę odpowiedzieć na zadawane często pytania. Czy wydanie niemałych pieniędzy na podróż i zwiedzenie wysp ma sens? Czy nie jest to przypadkiem jedno z licznych, przereklamowanych miejsc? Czy w ogóle warto pojechać na Galapagos?

Dla mnie odpowiedź jest prosta i jednoznaczna: tak, warto. Z drugiej strony musimy wiedzieć gdzie i po co jedziemy, gdyż wyobrażenia i stereotypy mogą odbiegać od rzeczywistości. Dlatego napisałem dla was ten tekst.

Widok na wyspę Bartolomé. Fot. Jacek Torbicz.

Gdy patrzymy na mapę archipelagu widzimy przebiegający przez wyspy równik. Wyobraźnia podpowiada nam obraz bajecznych zatoczek z z bosko ciepłą wodą i pióropuszami palm kokosowych. Na Galapagos jednak nie zobaczymy ani tych palm, ani nie zanurzymy się w bosko ciepłej wodzie zatoki. Zachęcająca do kąpieli woda na powyższym zdjęciu powyżej miała mniej, niż 20 stopni C. Wpływ na temperaturę wody i na klimat samych wysp ma potężny lodowaty prąd Humboldta przynoszący wody z okolic Antarktydy. Prąd ten, niczym potężna i bystra rzeka o kilkuset kilometrowej szerokości dociera w okolice równika i działa niczym naturalna i bardzo skuteczna klimatyzacja. Kąpiąc się na Galapagos miałem uczucie zbliżone do tego podczas zażywania kąpieli w Bałtyku, choć mam oczywiście na myśli Bałtyk latem. Jak domyślacie się nie jestem fanem naszej Bałtyckiej Sadzawki o żadnej porze roku, a szczególnie kąpieli w niej. Oczywiście równikowe słońce robi swoje i grzeje, jednak Galapagos w niczym nie przypomina Polinezji Francuskiej, co dla niektórych jest sporym zaskoczeniem.

Laguna na wyspie Santa Cruz. Fot. Jacek Torbicz.

Na Wyspach Galapagos spędziliśmy piękne sześć dni i nie mam poczucia, że było to zbyt długo. Wprost przeciwnie, dziwię się, jak można na to odległe miejsce, do którego dotarcie jest i długie i drogie, przeznaczyć tylko trzy lub dwa dni. Taka opcja jest zupełnie pozbawiona sensu, a niektórzy to robią!

Wciąż nie doszliśmy do tego co w Galapagos nas zachwyci. Spokojnie, przyjdzie czas i na to, w dalszej części bloga opiszę niektóre miejsca i swoje wrażenia.

Najtańszą formą zwiedzania wysp jest bazowanie na hotelach dostępnych tylko w niewielu miejscach na wyspach i próbowanie organizowania jednodniowych wycieczek. Jednak większość najciekawszych zakątków i wysp nie jest wtedy dla nas dostępna. Odrzućmy więc tę opcję, choć całkowicie jej nie wykluczajmy, gdyż można ją połączyć z którąś z kolejnych form zwiedzania.

Drugą możliwością podziwiania wysp jest wykupienie rejsu dużym statkiem, który oferuje możliwość zejścia na ląd. Tę opcję odrzućmy od razu całkowicie Będziemy w tłumie ludzi, nie nacieszymy się przyrodą i nie trafimy w najpiękniejsze miejsca, gdzie ten statek po prostu nie ma pozwolenia na zwiedzanie. Taka forma nie licuje z pięknem i unikalnością Galapagos.

Najciekawszą opcją i właściwie jedyną jest skorzystanie z rejsu odbywającego się na kameralnym jachcie motorowym. Zwykle na takich jachtach znajdziemy się w grupie do 16 osób, mamy niezłe jedzenie i znakomitego przewodnika organizującego nam zejścia na ląd, wycieczki i ciekawą dawkę wiedzy. Tacy przewodnicy mówią oczywiście dobrze po angielsku i znajomość hiszpańskiego nie jest dla nas niezbędna. Jeśli mamy grupę dobrych znajomych, jacht możemy wynająć na wyłączność i cieszyć się nie tylko z piękna wysp, ale z przebywania w znanym sobie, przyjaznym i wesołym gronie. Tak właśnie zrobiliśmy my. Muszę dodać, że podczas naszego rejsu ocean był spokojny i zasłużył na swoją nazwę. Nikt nie miał zatem kłopotu z chorobą morską. Typowe jachty pływające po Galapagos możecie zobaczyć na zdjęciu:

Wyspy Galapagos. Fot. Jacek Torbicz.

Rejsy kameralnymi jachtami po Galapagos są drogie. Jak zwykle w moim blogu nie podaję cen, które szybko się dezaktualizują, ale warto wiedzieć, że jachty oficjalnie dzielą się na cztery klasy. Najtańsza to klasa Tourist lub Economy. Możemy tam liczyć na słabą kabinę, bywa że bez łazienki i jedzenie, które z pewnością nie wywoła w nas tęsknoty do powrotu na pokład. Niemniej nie można odrzucać tych jachtów. To znakomity pomysł dla ludzi oszczędnych lub po prostu nie posiadających środków na większy luksus. A Galapagos zobaczymy raczej tak samo doskonale, jak na innych jachtach. Trzeba tylko mentalnie nastawić się na skromne warunki.

Kolejne klasy jachtów to Superior, First i najwyższa klasa Luxury, która w założeniu ma zachwycać luksusem i znakomitym jedzeniem. My zdecydowaliśmy się na jacht klasy First i choć spędziliśmy na nim fantastyczny czas, nie wszystko na tym jachcie wydawało mi się klasy „first”.

Rejs na małych jachtach umożliwia lądowanie w pięknych miejscach, niedostępnych w inny sposób. Często mamy te miejsca wyłącznie dla siebie, bez innych grup.

Wyspy Galapagos. Fot. Jacek Torbicz.

Na naszym jachcie serwowano niezłe jedzenie, wodę, kawę, herbatę i czasami soki, a wszystko to było już w cenie. Dodatkowo płatne są alkohole, które można też łatwo wnieść na pokład, choć lepiej się z nimi nie afiszować, gdyż możemy być poproszeni o zapłatę korkowego. Podczas naszego pięciodniowego rejsu opróżniliśmy zarówno swoje zasoby, jak i zapasy barmana, który jak się okazało nie miał jeszcze grupy Polaków i niewiele wiedział o życiu.

Fot. Jacek Torbicz.

W cenie rejsu są zwykle wszystkie wycieczki i zejścia na ląd przy pomocy pontonu i jak wspominałem przewodnik mówiący po angielsku i hiszpańsku. Bierze on udział w wycieczkach i  co wieczór mówi nam, co nas czeka następnego dnia. Poza ceną są napiwki, opłata za wjazd na Galapagos i wstęp do parku narodowego.

Opis miejsc, które widziałem znajdziecie już w następnym odcinku Bloga z Pięknego Świata.

Wyspa Plaza South. Fot. Jacek Torbicz.

 

close

Zapisz się do newslettera

Zostaw swój adres e-mail, aby otrzymywać powiadomienia o najnowszych postach na blogu.

Polityka prywatności

Zapisz się do newslettera

Zostaw swój adres e-mail, aby otrzymywać powiadomienia o najnowszych postach na blogu.

Polityka prywatności

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz
Proszę wpisać swoje imię